27
Gru

Warto działać!

DSCF0241

Niedawno dostaliśmy bardzo poruszający list, który doskonale pokazuje dlaczego robimy to co robimy i dlaczego warto to robić. Poniżej, za zgodą Autora publikujemy pełną jego treść. Dziękujemy za ciepłe słowa!

Szanowni Państwo!

Po raz drugi odwiedziłem Nikiszowiec w sierpniu br. i znów jestem pod ogromnym wrażeniem tego niezwykłego miejsca i aktywności ludzi, którzy z wielkim zamiłowaniem działają na rzecz jego ochrony.

Szczególne wrażenie czyni na mnie Miejsce Pamięci – efekt wysiłków Stowarzyszenia „Razem dla Nikiszowca”. Mur otaczający kościół św. Anny, to miejsce, które mówi – historia zdarzeń, które stają się na nowo, przenoszą się do naszego czasu, gdy czytamy napisy na małych, granitowych tabliczkach.

Pośród innych, dwie są dla mnie wyjątkowe: Holeczek Józef, lat 46 i Wiktor Kowalski lat 26. Obaj zginęli w kopalni w dniu 28.02.1926 r. Trzecią ofiarą tego dnia był Filip Bock.

Józef Holeczek to dziadek mojej żony. Późnym, sierpniowym wieczorem stanęliśmy w kilka pokoleń przed tabliczką z jego nazwiskiem: jego wnuczka, prawnuczka i dwoje praprawnuków. Cichy zmierzch, żółte światła lamp rozpoczynających iluminowanie kościoła i ciemny, ceglany mur to sceneria, w której nietrudno było o zadumę i niezwykłe wzruszenie. Niewielka, kamienna plakietka z nazwiskiem to jedyna, materialna pamiątka, jaka jest dostępna rodzinie po tragicznie zmarłym górniku Józefie Holeczku.

W coraz bardziej zacierającej się ludzkiej pamięci pozostały do dziś tylko strzępki relacji o tragicznym dniu 28 lutego 1926 roku. Rodzinna tradycja wspomina o pożarze w kopalni tego dnia, o tym, że z zagrożonego rejony wydostał się o własnych siłach Józef Holeczek, lecz na wieść o tym, że w pożarze pozostał jego młodszy, 26 letni kolega Wiktor Kowalski, Holeczek wrócił do kopalni, by go ratować... Zginął, pozostawiając żonę i sześcioro dzieci...

Gdyby pozostał przy życiu, miałby powody do dumy ze swoich dzieci. Dwaj synowie zmarłego górnika okazali się wybitnie zdolni. Studiowali na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Jeden, pozostał na uczelni jako doktor habilitowany dwojga fakultetów: prawa i ekonomii, a drugi, po ukończeniu studiów prawniczych i dramatycznych przejściach wojennych został cenionym adwokatem.

Niestety, powojenna rzeczywistość znacząco utrudniała przekazywanie następnym pokoleniom losów i tradycji śląskich rodzin. Z jednej strony realia komunizmu narzucały swoistą autocenzurę nawet w przekazie ustnym, a z drugiej, pokolenie, które przeżyło przerażającą traumę wojny niechętnie wracało do wspomnień.

Próbuję teraz ocalić od zapomnienia cokolwiek, co da się ustalić z losów rodziny Holeczków. Zwracam się do Państwa z serdeczną prośbą o pomoc. Być może, kompletując listy zmarłych górników, mieliście lub macie dostęp do dokumentów, z których mógłbym dowiedzieć się więcej o losach górnika Józefa Holeczka z Giszowca lub też zweryfikować rodzinny przekaz o pożarze w kopalni 28.02.1926 r.

Będę niezmiernie wdzięczny za wskazanie mi choćby tylko źródeł, z których korzystali twórcy Miejsca Pamięci przy kościele św. Anny w Nikiszowcu.

Jestem także zainteresowany informacjami o historii kopalni „Wieczorek” z początku XX wieku, historii Janowa, Nikiszowca i Giszowca oraz wskazówkami, gdzie mogę takich informacji poszukiwać.

Szanowni Państwo!

Proszę przyjąć serdeczne podziękowanie i wyrazy głębokiej wdzięczności za Wasz trud i wspaniałe dzieło jakim jest Miejsce Pamięci przy kościele św. Anny w Nikiszowcu.

W imieniu wdzięcznej rodziny Józefa Holeczka

Andrzej Ochojski

Back to Top