27
Maj

Marzenia Gische

Marzenie Pana Gische

Przez ponad dwieście lat na GórnymŚląsku istniał wielki koncern, z którym niewiele innych w Europie mogło się równać. Skupiał w swoim ręku wielką władzę, zatrudniał rzesze ludzi i obracał gigantycznymi,jak na ówczesne czasy, sumami pieniędzy. Zmienił także wygląd wielu śląskich miast, choć jego założyciel wcale nie pochodził ze Śląska, a zaczynał od handlu suknem.

************************************************************************
Urodzony w 1655 roku Jerzy Giesche pochodził z sandomierskiego rodu Giżów. Na Śląsk przywiodły go interesy. Dotąd sprzedawca sukna - zainteresował się złożami galmanu; w tym surowcu zobaczył swoją przyszłość.
Giesche rozpoczął od transportowania galmanu do Gdańska i Niemiec, gdzie stapiano go z miedzią, by uzyskać mosiądz. Interes rozwijał się pomyślnie, więc Giesche postanowił zrobić krok dalej i wystąpił do cesarza Leopolda I, prosząc o wydanie mu przywileju wyłączności wydobywania i sprzedaży galmanu. Fakt, że już wtedy dość bogaty Giesche-udzilał cesarzowi pożyczek, na pewno przyczynił się do pozytywnego rozpatrzenia prośby i w 1704 roku otrzymał on przywilej wyłączności na 20 lat. Interesy i współpraca z cesarzem rozwijały się tak pomyślnie, że Giesche otrzymał w 1712 roku dziedziczny tytuł szlachecki i od tej pory przed jego nazwiskiem zaczęło pojawiać się „von".
Giesche myślał z rozmachem. Samo wydobywanie i wysyłanie minerału nie dawało mu satysfakcji. Marzył o stworzeniu wielkiej firmy, która sama wydobywałaby i przetwarzała galman. Realizację tego projektu rozpoczął od ściągnięciana Śląsk dodatkowej siły roboczej. Z dotkniętego bezrobociem Olkusza sprowadził 24 górnicze rodziny.
Od sukna po węgiel
Ambitne plany Giesche przerwała śmierć. Ale ojciec zostawił następcę. Jego syn, Fryderyk Wilhelm von Giesche przystąpił do kontynuacji ojcowskich idei, a nawet dalej: w ogóle zrezygnował z handlu suknem, zajmując się tylko galmanem. Młody von Giesche był częstym gościem na dworze pruskim i prawdopodobnie jak ojciec użył swoich wpływów, by przedłużyć przywilej wyłączności wydobywania galmanu na dalsze lata. Tym razem jednak na beczkach z galmanem zamiast cesarskiego orła widniał orzeł pruski.
Kiedy w 1754 roku Fryderyk umiera bezpotomnie, okazuje się, że popełnił błąd, zapisując majątek siostrze i dwóm siostrzenicom. Podzielił firmę między trzy rodziny, co przyczyniło się nie tyle do jej upadku, co do zahamowania dynamicznego rozwoju. Co prawda nie było dziedzica o nazwisku Giesche, ale w nazwie firmy przetrwało ono jeszcze prawie dwieście lat.
W 1809 roku nastąpił duży przełom. Upowszechniła się tech- nologia wytapiania cynku z galmanu, co dawało znacznie większe dochody niż wytapianie mosiądzu. Zgodnie z marzeniem Jerzego von Giesche, jego spadkobiercy wybudowali własną hutę cynku, a w trzy lata później drugą. Zmieniono również profil działania firmy i całkowicie przestawiono się na produkcję cynku. Wkrótce jednak okazało się, że wytapianie cynku wymaga dużych ilości węgla, więc zainwestowano w huty mieszczące się przy kopalniach, jak na przykład w Michałkowicach. W 1825 roku zakupiono także hutę w Lesie Bytomskim, a w 1831 roku - wydzierżawiono hutę „Franciszek" koło Katowic. Trzy lata później zaczęto budowę huty Wilhelmina" w Szopienicach, która tak naprawdę staje się początkiem wielkiego koncernu, gdyż do jej zasilania wykupiono udziały w okolicznych kopalniach.
Rodziny spadkobierców rozrastały się, a głowy rodu przepisywały majątek na kolejne osoby. Po prawie stu latach firma miała praktycznie setki udziałowców, którzy dysponowali ułamkami jej wartości. Prawie cały wypracowany zysk dzielono między udziałowców i nie dysponowano żadnym kapitałem, by naprawdę rozwinąć działalność. Niektórzy potomkowie Gieschego odsprzedawali swoje udziały, tak więc do kiedyś rodzinnej firmy zaczęli wchodzić nowi właściciele. Nie było nikogo, kto objąłby rządy silnej ręki i pchnął firmę na nowe tory Dopiero, kiedy w 1845 roku zarejestrowano „Spółkę Akcyjną Spadkobierców Jerzego von Giesche", pozwoliło to na energiczniejsze działania.
Początki wielkości
W 1873 roku dyrektorem generalnym firmy zostaje Fryderyk Bernhardi, który przyczyni się do powstania koncernu z prawdziwego zdarzenia i będzie kierował jego pracami aż do 1904 roku. Swoją działalność Bernhardi rozpoczął od skupywania udziałów od osób nie będących potomkami Gieschego, aby uczynić firmę na powrót przedsięwzięciem rodzinnym. Następnie wykupił tereny, na których prowadzono eksploatację złóż, co było rozwiązaniem znacznie ekonomiczniejszym niż płacenie za ich dzierżawę. W niezbyt długim czasie nowemu dyrektorowi udało się uporządkować sytuację firmy i doprowadzić do wypracowania dużych zysków. Część z nich przeznaczano na zakup nowych kopalń oraz na stworzenie rezerwy kapitałowej, niezbędnej do funkcjonowania firmy z prawdziwego zdarzenia.
Bernhardi stworzył na Śląsku pierwszy koncern, który rozwijał się nie tylko bardzo dynamicznie, przynosił ogromne dochody, a jednocześnie był w stanie gromadzić wielkie rezerwy kapitałowe. Prawdopodobnie tak dużych rezerw nie posiadał żaden inny koncern europejski. W 1873 roku rezerwa tą wynosiła 6 milionów talarów, co było na tamte czasy kwotą ogromną. Zaczęto kupować i sprzedawać fabryki, kopalnie i huty w takich ilościach i w takim tempie, w jakim zwykli ludzie w ówczesnych czasach nawet nie ku- powali mebli. Działania Bernhardiego mogły się wydawać szalone, ale przynosiły udziałowcom wielkie zyski, więc mu na nie pozwalano.
W 1880 roku zakupiono kopalnię „Kleofas" oraz majątek Załęże, gdzie przeniosła się dyrekcja zarządzająca firmą. Dyrekcja główna mieściła się we Wrocławiu. Zaczęto prowadzić eksploatację złóż węgla na głębokościach od 300 do 500 metrów, czego nie robił nikt do tej pory. Poprzez wykupywanie za niewielkie sumy kopalń, w których nikt nie prowadził już eksploatacji, oraz przenoszenie wydobycia na niższe poziomy, koncern stał się potentatem na rynku wydobywania węgla. Znowu zmieniono charakter firmy - tym razem zrezygnowano z wytapiania cynku i poświęcono się głównie wydobyciu węgla, W samym tylko 1890 roku koncern zakupił 16 kopalń. Wydajność w kopalniach „Gieschego" należała do najwyższych na Śląsku.
Niestety, jedną z przyczyn osiągania wysokiego zysku była mała troska o bezpieczeństwo górników, co musiało się kiedyś zemścić. To właśnie w koncernie spadkobierców Gieschego wydarzyły się dwie największe katastrofy górnicze tamtych czasów: w 1896 roku w wyniku pożaru zginęło 104 górników, a w 1923 po wybuchu pyłu węglowego śmierć poniosło 145 górników.
Wiek dwudziesty
Na początku nowego wieku koncern dokonał wielkich inwestycji budowlanych, budując dwa osiedla mieszkaniowe: Giszowiec i Nikiszowiec. Zwłaszcza Giszowiec uważany jest za jedną z bardziej udanych koncepcji tego typu. Osiedle oparte na wzorach angielskich miast-ogrodów, z położonymi wśród zieleni wygodnymi budynkami, posiadało wszelkie dogodności dla mieszkańców, z własnymi sklepami włącznie.
Po pierwszej wojnie światowej majątek koncernu znalazł się w części po stronie niemieckiej, a w części po polskiej. Zakłady na terenach polskich utworzyły odrębną firmę pod nazwą „Giesche - Spółka Akcyjna", która była w dalszym ciągu własnością macierzystej spółki z siedzibą we Wrocławiu. Rząd Polski nie miał z tego tytułu żadnych zysków, bo dzięki różnym kruczkom prawnym właściciele fabryki nie płacili państwu żadnego podatku dochodowego.
W 1926 roku, prawdopodobnie przewidując mający nastąpić kryzys, właściciele koncernu odsprzedali spółkę „Giesche" amerykańskiemu holdingowi SACO (Silesian-American Corpora-tion). Rząd polski jednak w dalszym ciągu nie potrafił wyegzekwować należnych podatków od prowadzonej na polskich terenach działalności. Oficjalnie zwolniono koncern SACO z płacenia podatków, licząc na to, iż w rewanżu rząd amerykański udzieli Polsce specjalnych pożyczek, ale nigdy to nie nastąpiło. Dodatkowo, rozwiał te marzenia wielki kryzys ekonomiczny z przełomu lat dwudziestych i trzydziestych. W owych czasach polskie władze nie potrafiły zapanować także nad wywożeniem kapitału za granicę, w dalszym ciągu naiwnie licząc na pomoc rządu USA.
Druga wojna światowa pozwoliła niemieckim właścicielom prawie za darmo przejąć majątek mieszczący się do tej pory na terenach Polski. Ówczesny dyrektor spółki Kurt Nikisch kierował nim aż do 1945 roku. To on organizował przeniesienie pozostałego majątku na tereny niemieckie oraz ewakuował niemieckie rodziny pracujące dla koncernu. Nowa siedziba firmy znalazła miejsce w Hamburgu.

Andrzej Tuziak - Trybuna Śląska z dnia 06.04.2001
Artykuł pod nazwą "Marzenie Pana Gische" wykorzystany za zgodą redakcji Trybuny Śląskiej

27
Maj

Dzień Dziecka w Muzeum

Serdecznie zapraszamy na Dzień Dziecka w Muzeum! Szczegóły na plakacie:

 

plakat warsztay - Dzień dziecka

Back to Top